Model oddolnej/komplementarnej demokracji w Polsce

1. Dlaczego demokracja oddolna?

Wprowadzenie elementów oddolnej demokracji w naszym kraju wydaje się bardzo proste – wszystko leży w zasięgu reki. Przyjrzyjmy się, jakby to mogło, albo powinno wyglądać w przyszłości. Punktem wyjścia i podstawa wprowadzenia instrumentów rzeczywistej demokracji oddolnej w Polsce jest słynny art. 4 Konstytucji RP, który brzmi następująco:

„1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.”

Słowo „bezpośrednio” ma tutaj ogromne znaczenie, bowiem sugeruje oddolne współrządzenie państwem – przez obywateli dla obywateli.

Najważniejszym elementem demokracji bezpośredniej, a więc takiego typu ustroju demokratycznego, w którym obywatele współuczestniczą w podejmowaniu ważnych decyzji, jest wiążące i bezprogowe referendum czyli głosowanie ogólnokrajowe. Wszyscy zgodzą się z tym, że instrument referendum jest narzędziem kontroli władz, kształtowania ustroju i wyrazem woli społeczeństwa.

Konstytucja z 1997 r. przewiduje co prawda przeprowadzenie referendum, lecz nie na wniosek obywateli, co byłoby na wskroś normalne, lecz Sejmu bądź Prezydenta za zgodą Senatu. Jest to więc klasyczne „koło młyńskie”, bowiem tego rodzaju referendum nie ma nic wspólnego z demokracją oddolną, wywodzącą się od obywateli, a więc faktycznego suwerena polskiego państwa.

Aby mogło dojść do referendum, inicjatywa zmiany winna wyjść od społeczeństwa, które zna najlepiej swoje problemy i bolączki. Glosowanie ogólnokrajowe winno w następstwie przeprowadzonej oddolnie inicjatywy doprowadzić do zmiany danej ustawy bądź zapisu w Konstytucji. Jeśli chodzi o zmianę ustawy, bodźcem do przeprowadzenia referendum na wzór szwajcarski powinno być weto ludowe, a więc pewna forma protestu wobec istniejącej już ustawy lub chęć wprowadzenia nowej ustawy (rys. 1).


Rys. 1: Podstawowe instrumenty demokracji oddolnej
Źródło: opracowanie autora

W Szwajcarii weto obywatelskie – jako instrument, który ma na celu wprowadzenie nowej ustawy bądź odrzucenie ustawy już istniejącej – dochodzi do skutku na żądanie 50 tys. obywateli. Porównywalnie liczbowo ze Szwajcarią, takie weto obywatelskie mogłoby zaistnieć w Polsce na żądanie 250 tys. obywateli. Należałoby ustalić okres na zebranie podpisów, np. 180 dni. Następstwem weta powinno byc referendum na zasadzie odpowiedzi na pytanie: tak albo niebez progu procentowego, którego decyzja byłaby wiążąca. Dlaczego bez progu procentowego? Bowiem próg procentowy to bariera, a każda bariera jest zaprzeczeniem demokracji. Poza tym, nikt nikomu nie zabrania brać udziału w referendum. Kto nie idzie do urny, głosuje również, ale pasywnie, akceptując biernie wynik referendum.

Podobnie jest z inicjatywą obywatelską, która powinna mieć charakter inicjujący zmianę istniejącego zapisu lub wprowadzenie nowego zapisu do ustawy zasadniczej (rys. 1). Ten instrument demokratyczny, podobnie jak weto obywatelskie, generowałby referendum, w którym obywatele mogliby się wypowiedzieć również na zasadzie za albo przeciw. W Szwajcarii inicjatywa obywatelska dochodzi do skutku na żądanie 100 tys. obywateli – w Polsce wymagana liczba podpisów pod wnioskiem inicjatywnym powinna wiec porównywalnie wynosić 500 tys. Realistyczny okres na zbieranie podpisów mógłby wynosić 18 miesięcy.

Reasumując należy stwierdzić, że referendum jest najważniejszą formą demokracji bezpośredniej, w której społeczeństwo decyduje w ważnych dla państwa sprawach. Aby w ogóle mogło dojść do referendum, potrzebne jest zainicjowanie przez społeczeństwo określonych zmian ustawowych bądź konstytucyjnych.

Weto obywatelskie (szczebel ustawy) oraz inicjatywa obywatelska (szczebel Konstytucji) to instrumenty demokracji bezpośredniej, mające charakter proceduralny, których następstwem powinno być w każdym wypadku bezprogowe i wiążące referendum, mające charakter prawny.

W przypadku opowiedzenia się przez głosujących w ramach referendum za wprowadzeniem zmian, rząd, jako organ wykonawczy, miałby pewien okres czasu, np. 1 rok na wprowadzenie tychże zmian w życie.

Taka nowa konstelacja polityczna spowoduje przesuniecie decyzyjnego środka ciężkości z organów partyjno-państwowych w kierunku społeczeństwa obywatelskiego (zob. rys. 2).

Poniżej przedstawione zostaną dokładnie trzy podstawowe instrumenty demokracji oddolnej, które powinny stanowić niepodważalne elementy zdrowego i demokratycznego ustroju w Polsce.

Rys.2: Przesuniecie środka ciężkości w polskim procesie polityczno-decyzyjnym
Źródło: opracowanie autora

2. Podstawowe instrumenty demokracji oddolnej

  • Referendum

Referendum  powinno być w przyszłości w Polsce demokratyczną formą kontroli władz, kształtowania ustroju i wiążącym prawnie wyrazem woli społeczeństwa.

Paradoksalne jest to, ze Konstytucja RP zawiera zapisy na temat referendum, które niestety są niewiele więcej warte, niż cala Konstytucja, a wiec chaotyczne, niekonsekwentne i nie powiązane z polityczną praktyką.

Konstytucja RP i ustawa o referendum ogólnokrajowym wyróżniają trzy rodzaje referendum ogólnokrajowego:

  • referendum w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa (art. 125),
  • referendum w sprawie wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej, na podstawie której RP przekazuje organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach (art. 90),
  • referendum w sprawie przyjęcia ustawy zmieniającej Konstytucję RP (art. 235).

Dwa ostatnie rodzaje referendum mają charakter skonkretyzowany, gdyż dotyczą uchwalonej już przez Sejm i Senat ustawy oraz umowy międzynarodowej zawartej przez Radę Ministrów na ratyfikację, na którą obywatele mają wyrazić zgodę albo nie.

Wątpliwości budzi pojęcie „sprawy o szczególnym znaczeniu” (art.125). Przedmiotem tego referendum mogą stać się sprawy jedynie o charakterze ogólnym, które nie zastępują działań właściwych organów państwowych, lecz konkretyzują późniejszą treść rozwiązań podejmowanych przez odpowiednie organy. Dlatego przedmiotem tego głosowania nie może być jakakolwiek kwestia już wcześniej uregulowana. Krotko mówiąc, nie można w ramach referendum zmienić ustawy – prawo jest „święte i nienaruszalne”, nawet jakby nie miało sensu i było przestarzale.

Poza tym referendum, zgodnie z Konstytucja, jest obecnie w każdym wypadku fakultatywne – czyli można je przeprowadzić, ale nie jest to konieczne. Oczywiście, obywatele nie maja na to żadnego wpływu. Wszystko zależy od dobrej woli polityków.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej art. 125 aktualnej Konstytucji RP (z 1997 r.), który zawiera konkretny zapis na temat ogólnokrajowego referendum, a więc namiastki demokracji oddolnej w Polsce. Artykuł ten umożliwia przeprowadzenie referendum w sprawach istotnych dla państwa polskiego. W domyśle zakładam, że art. 125 opiera się na art. 4 Konstytucji, w którym jest wyraźnie napisane, ze „naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. Bezpośrednio czyli oddolnie, z aktywnym udziałem obywateli, którzy są, albo powinni być, niepodważalnym suwerenem państwa.

Art. 125. Referendum ogólnokrajowe

  1. W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe.
    Referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
    3. Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.
    4. Ważność referendum ogólnokrajowego oraz referendum, o którym mowa w art. 235 zmiana Konstytucji ust. 6, stwierdza Sąd Najwyższy.
    5. Zasady i tryb przeprowadzania referendum określa ustawa.

Powyższy zapis konstytucyjny nie ma nic wspólnego z demokracją oddolną – przez obywateli dla obywateli. Dlaczego?

Po pierwsze, chyba nikt w Polsce nie potrafi jednoznacznie zdefiniować „spraw o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Dla jednego jest to wprowadzenie wspólnej waluty euro, dla drugiego zamkniecie granicy z Ukraina, dla trzeciego zakaz afer gospodarczych, a dla czwartego likwidacja korupcji itp.

Po drugie, referendum kreowane może być tylko przez Sejm albo Prezydenta za zgoda Senatu. Uchwala o referendum jest w Sejmie podejmowana bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej polowy ustawowej liczby posłów lub przez Prezydenta za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
Jest to wiec bariera praktycznie „nie do przejścia” – dlatego odwołanie się do instrumentu referendum na poziomie ogólnokrajowym ma charakter teoretyczny. Społeczeństwo może się tylko przyglądać i kibicować politykom.

Po trzecie, referendum jest tylko wówczas wiążące, jeżeli weźmie w nim udział więcej niż polowa uprawnionych do glosowania. To już jest kompletne zaprzeczenie wszelkim normom demokracji. Ustalanie progu procentowego ogranicza demokratyczne podjecie decyzji. Wiadomo przecież, ze jeśli ktoś nie idzie do urny, to akceptuje pasywnie wynik glosowania.

Aby umożliwić suwerenowi czyli społeczeństwu polskiemu efektywny udział w sprawowaniu władzy, należałoby zmienić art. 90, 125 i 235 aktualnej Konstytucji, które – mówiąc otwarcie – w obecnej formie nie spełniają najmniejszych norm demokracji bezpośredniej i nie „oddają” władzy społeczeństwu.

Podkreślam jeszcze raz, ze polska ustawa zasadnicza nie przewiduje instytucji referendum  obligatoryjnego/obowiązkowego. I to jest wielki błąd. Artykuły dotyczące referendum w sprawie wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej, na podstawie której RP przekazuje organizacji narodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach (art. 90) oraz referendum w sprawie przyjęcia ustawy zmieniającej Konstytucję RP (art. 235) nie przewidują referendum obowiązkowego – dlatego powinny zostać zmienione. Nowy  artykuł dotyczący spraw zapisanych w art. 90 i art. 235 powinien dodatkowo zostać uzupełniony zapisem obligującym władze państwowe do przeprowadzenia referendum w sprawach, które są uznane za pilne i które nie maja podstaw konstytucyjnych (obecny art. 125).

Dodatkowo nowy artykuł dotyczący referendum powinien uwzględnić wole społeczeństwa wyrażającą się w ramach inicjatywy obywatelskiej w sprawie zmiany Konstytucji i weta obywatelskiego w sprawie zmiany ustawy, co opisane jest w dalszej cześci niniejszego opracowania.

  • Inicjatywa obywatelska

Inicjatywa obywatelska to narzędzie polityczne dające obywatelom oraz ugrupowaniom społecznym i politycznym prawo inicjowania zmiany Konstytucji, a tym samym kreowania prawa. W poszczególnych krajach istnieją zasadnicze różnice w praktyce jej  stosowania. W Szwajcarii jej przedmiotem  może być całkowita lub częściowa zmiana Konstytucji, zaproponowana przez ustaloną liczbę obywateli uprawnionych do głosowania (100 tys.), którzy w ciągu ustalonego okresu czasu (18 miesiecy) zbiorą wymagane podpisy. Mogą oni wystąpić o wprowadzenie poprawek albo uchylenie zapisów już funkcjonujących zapisów konstytucyjnych, lub nawet zaproponować nowe rozwiązania. Inicjatywa może dotyczyć zarówno rozwiązań szczegółowych, jak i ogólnych. Warto zaznaczyć, że każda inicjatywa, która uzyska wymaganą liczbę głosów poparcia musi prowadzić do głosowania na drodze referendum. W Polsce od lipca 1999 roku obowiązuje ustawa o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli. Niestety zawiera ona cały szereg przepisów, które w praktyce bardzo ograniczają możliwość praktycznego jej zastosowania jako skutecznego instrumentu oddolnego wpływania obywateli na kształt polskiego prawodawstwa.

W odróżnieniu od Szwajcarii, forma inicjatywy obywatelskiej funkcjonuje w Polsce na poziomie zmiany ustawy, a nie Konstytucji. Inicjatywa ustawodawcza jest prawem wniesienia projektu ustawy czyli zaproponowaniem nowego rozwiązania kwestii dotychczas nieporuszanych ustawowo lub tzw. nowelizacji istniejącego aktu prawnego do Sejmu, a tym samym rozpoczęcia procesu legislacyjnego. Czyli jak dotąd, funkcjonuje to podobnie jak w Szwajcarii. Ciekawe jest jednak, ze zgodnie z Konstytucją RP (art. 118) prawo inicjatywy ustawodawczej przynależy wyłącznie ściśle określonym podmiotom:

– Prezydentowi RP

– Radzie Ministrów

– posłom (grupa 15 posłów lub komisja sejmowa)

– Senatowi (jako cała izba).

Polscy obywatele posiadają również prawo do zgłaszania inicjatywy ustawodawczej od 1999 roku. W tym celu należy założyć komitet inicjatywny i zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem ustawy w ciągu 3 miesięcy od powstania komitetu (art. 118, ust. 2 Konstytucji RP). Należy dodać, że podczas wykonywania prawa inicjatywy ustawodawczej oprócz projektu ustawy należy dostarczyć również dokument zawierający skutki finansowe jej wykonania.

Poniżej tekst art. 118 Konstytucji RP z 1997r.:

Art. 118. Inicjatywa ustawodawcza

  1. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje posłom, Senatowi, Prezydentowi Rzeczypospolitej i Radzie Ministrów.
  2. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje również grupie co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Tryb postępowania w tej sprawie określa ustawa.
  3. Wnioskodawcy, przedkładając Sejmowi projekt ustawy, przedstawiają skutki finansowe jej wykonania.

Następnie projekt ustawy wraz z podpisami przekazywany jest do Marszałka Sejmu, który proceduje z nimi tak samo, jak z innymi projektami ustaw. Ze względu na skomplikowany tryb wnoszenia inicjatywy obywatelskiej i krótki termin zbierania podpisów, niewiele projektów ustaw przygotowanych przez obywateli jest rozpatrywanych w Sejmie. Poza tym, w porównaniu ze Szwajcarią, taka inicjatywa musiałaby być przegłosowana w referendum. W Polsce niestety oddolna demokracja kończy się na zebraniu podpisów grupy 100 tysięcy obywateli. Rozpoczęcie procesu legislacyjnego rozpoczyna nadanie danemu projektowi ustawy numeru druku sejmowego. Od tego momentu posłowie pracują nad daną propozycją ustawy lub jej nowelizacji. Obywatele natomiast tracą kontrolę nad ich własnym pomysłem i przejmują role biernego obserwatora. Polska inicjatywa ma wiec de facto charakter petycji obywateli do rządzących polityków.

Logicznie rzecz biorąc, każda inicjatywa ustawodawcza powinna zostać przegłosowana w referendum ogólnokrajowym, jak to ma miejsce w Szwajcarii. Dopiero wówczas można by mówić o rzeczywistym i kreatywnym współdecydowaniu obywateli w polskim procesie polityczno-decyzyjnym.

Warto również podkreślić, iż inicjatywa ustawodawcza jest w pewien sposób ograniczona, tj. istnieją takie projekty, które może wnieść wyłącznie ściśle określony podmiot. Najlepszym przykładem jest tutaj projekt ustawy budżetowej, który może zostać wniesiony tylko przez Radę Ministrów (art. 221 Konstytucji RP). Kolejnym ograniczeniem jest projekt ustawy o zmianie Konstytucji; w jej przypadku inicjatywa przysługuje grupie obejmującej co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senatowi oraz Prezydentowi (art. 235 ust. 1 Konstytucji RP). Wynika z tego, że polscy obywatele nie posiadają nawet teoretycznej możliwości doprowadzenia oddolnie do zmiany Konstytucji.

Inicjatywa obywatelska, jako narzędzie demokracji oddolnej, powinna mieć charakter kreujący i innowacyjny. Jako instrument oddolny powinna mieć swój początek w społeczeństwie, a jej rezultatem powinno być bezprogowe i wiążące referendum, gdzie społeczeństwo miałoby ostatni głos decyzyjny.

Celem inicjatywy powinno być wprowadzenie nowych ustaw poprzez zmianę lub uzupełnienie zapisów w Konstytucji. Oznacza to, że proces ten nie może doprowadzić bezpośrednio jedynie do zmiany danej ustawy lub rozporządzenia. Tak więc, pozytywne przegłosowanie danej inicjatywy w referendum, zawsze powinno prowadzić do nowego bądź modyfikacji już istniejącego zapisu w Konstytucji.

Należy również dostosować ilość zbieranych podpisów w ramach inicjatywy obywatelskiej i czas ich zbierania. Wydaje się, ze realistyczna liczba byłoby 500 tys., a okres ich zebrania powinien wynosić – porównywalnie ze Szwajcaria – 18 miesięcy. Jest to potrzebny czas, aby przeprowadzić kampanie agitacyjna w różnych środowiskach społecznych i politycznych.

  • Weto obywatelskie

Weto obywatelskie, znane przede wszystkim w Szwajcarii, jest sposobem społecznej kontroli nad stanowionym przez polityków prawem. Jest to forma protestu, która uniemożliwia rządzącym uchwalanie ustaw korzystnych jedynie dla nich samych, a nie dla ogółu obywateli. W Szwajcarii, gdzie funkcjonuje ono prawie 150 lat, najbardziej znaczące partie polityczne nie walczą ze sobą tak jak w Polsce. Wspólnie sprawują władzę, delegując do siedmioosobowej Rady Federalnej, będącej szwajcarskim rządem, swoich przedstawicieli. Fakt ten wymusza na nich poszukiwanie konsensusu we wszystkich ważnych sprawach, którymi się zajmują.

Oprócz tego, wszystkie siły polityczne wchodzące w skład parlamentu Szwajcarii zdają sobie sprawę z tego, że jeśli uchwalą ustawę, która będzie nie do zaakceptowania przez większość ich wyborców, to zostanie ona wcześniej czy później uchylona właśnie poprzez weto obywatelskie. Świadomość ta powoduje, że parlament nie forsuje ustaw, które mogą spotkać się z masowym protestem obywateli.

Weto obywatelskie to nic innego, jak wyrażenie sprzeciwu wobec rozwiązań istniejących w obowiązującym systemie prawa. Zamiast wychodzić na ulice, protestować i demonstrować, obywatele maja w swoim reku narzędzie, które umożliwia im zawetowanie każdej ustawy, z którą się nie zgadzają.

Inaczej jest w Polsce. Tu partie polityczne robią wszystko, by zdobyć jak najwięcej władzy. Rządzić, ignorując nie tylko swoich politycznych przeciwników, ale także ogół obywateli. Rządzić w imię swoich oligarchicznych, partyjnych interesów, bez bieżącego udziału Polaków. Rządzić, wykorzystując do tego uchwalane przez siebie prawo. Polacy mogą przeciwko temu protestować jedynie na ulicach. Hałaśliwie, ale nieskutecznie. Powinni mieć natomiast możliwość zaprotestowania przeciwko uchwalanym przez rządzących ustawom przy urnach wyborczych w ramach politycznego narzędzia jakim jest weto obywatelskie.

W Polsce, podobnie jak i w innych krajach, w których panuje oficjalnie demokracja pośrednia/parlamentarna, forma weta ludowego jest nieznana. Niemniej jednak ta forma rządzenia państwem byłaby z pewnością nowatorskim i skutecznym instrumentem w polskim krajobrazie politycznym, zdominowanym przez ugrupowania elitarne.

Porównując liczbę ludności w Polsce i w Szwajcarii, w naszym kraju weto ludowe winno zostać przeprowadzone na żądanie, powiedzmy, 250 tys. obywateli uprawnionych do głosowania. A więc taka liczba elektoratu mogłaby zażądać poddania pod głosowanie ogólnokrajowe istniejącą już i obowiązującą ustawę, albo złożyć wniosek o wprowadzenie nowej ustawy.

Wynik glosowania (za albo przeciw) byłby wówczas decydujący o zmianie danej ustawy lub wprowadzeniu nowej. Teoretycznie wydaje się to bardzo proste. Najciekawsze jest jednak to, że i w praktyce ta procedura nie jest wcale trudna do realizacji.

Spójrzmy jednak na opisane zjawisko z innej strony. Weto obywatelskie nie musi być stosowane „na co dzień”. Ale dla rządzących istnieje zawsze zagrożenie użycia tego instrumentu przez obywateli. Sama świadomość tego faktu spowoduje, że glosowania nad ustawami w parlamencie będą ostrożniejsze, bowiem parlamentarzyści i stojące za nimi partie i ugrupowania polityczne, będą musiały się liczyć z niezadowoleniem społeczeństwa lub różnych grup interesów i ich ewentualną reakcją w postaci weta obywatelskiego.

Wprowadzenie zapisu o wecie obywatelskim do polskiej Konstytucji byłoby z pewnością nowatorskie i dawałoby społeczeństwu obywatelskiemu funkcję kontrolną i kreująca prawo. Ludzie, zamiast narzekać, mogliby wziąć inicjatywę w swoje ręce i zebrać – w razie potrzeby – odpowiednią ilość podpisów w celu zmiany niewygodnej, złej lub chybionej ustawy. Należy podkreślić, że o tym czy ustawa będzie zatwierdzona lub odrzucona decydowałaby większość biorących w referendum, a jego wynik byłby prawnie wiążący dla organów decyzyjnych w Polsce.

Należy ponownie uspokoić rządzące elity polityczne – zebranie 250 tys. podpisów nie jest łatwe i wymaga organizacji i czasu. Ale sama świadomość, że istnieje taka kontrolna opcja ze strony społeczeństwa, spowoduje, iż ośrodki władcze będą musiały się liczyć z elektoratem, który je nawiasem mówiąc wybiera i obdarza zaufaniem na co najmniej 4 lata.

3. Zmiana układu sił w polskim systemie politycznym

W przedstawionym modelu komplementarnej demokracji dla Polski następuje przesuniecie środka ciężkości w procesie polityczno-decyzyjnym na korzyść obywatela, który zaczyna pojmować i zajmować należną mu funkcje w społeczeństwie – funkcje suwerena i (współ)decydenta.

Po pierwsze, dochodzi do osłabienia wszechmocnego i partyjnie wybieranego Sejmu, który musi się liczyć z siłą i potencjałem naturalnej opozycji, jaka staje się społeczeństwo/elektorat.

To właśnie społeczeństwo przejmuje po części funkcje decyzyjna, ale wbrew pozorom nie ona jest najważniejsza. Dużo ważniejsza staje się funkcja kontrolna obywateli, którzy reagują w sposób bardzo wrażliwy na wszelkie posunięcia i decyzje parlamentu i rządu. Sejm i Senat nie mogą w tych warunkach odgrywać nadal roli „niekoronowanych królów”. Mają świadomość tego, ze każda uchwalona przez te organy ustawa może spotkać się z protestem elektoratu w postaci weta obywatelskiego. Również rząd staje się ostrożniejszy w swoich posunięciach. Społeczeństwo „nie śpi i czuwa” – kontroluje poczynania najwyższych organów państwa. Przeciwnicy demokracji bezpośredniej zarzucają często temu systemowi politycznemu osłabienie roli parlamentu. Paradoksem w polskich uwarunkowaniach politycznych jest to, ze własnie o to chodzi – o osłabienie wszechmocnej roli partyjnego parlamentu. Posłowie i senatorowie musza reprezentować interesy swoich wyborców i konsultować się z nimi – w przeciwnym razie „lud sięgnie po swoja broń”: weto lub inicjatywę. Parlament staje się, bo musi się stać, bardziej obywatelski i demokratyczny.

Po drugie, niezadowolenie społeczeństwa lub jego poszczególnych ugrupowań nie musi się przejawiać w demonstracjach ulicznych, marszach i publicznych protestach. Inicjatywa obywatelska i weto obywatelskie to najskuteczniejsze metody protestu – usankcjonowanego prawnie, pokojowego i wchodzącego w skład systemu politycznego. Społeczeństwo, świadome posiadania tych instrumentów w swoim reku, staje się bardziej odpowiedzialne za sprawy państwa i narodu i bardziej obywatelskie.

Po trzecie, w demokracji oddolnej dochodzi również do osłabienia partii politycznych – obywatele nie musza „stawiać” na którąś z nich, aby się ponownie rozczarować, bo sami współdecydują. Przynależność partyjna przestaje być atrakcyjna, gdyż pojawiają się inne możliwości wpływu na decyzje instytucji państwowych. Dzięki praktyce weta obywatelskiego, inicjatywy obywatelskiej i referendum następuje zdezawuowanie roli wiodących partii masowych typu wodzowskiego. Krotko mówiąc, przywódcze partie tracą monopol pełni władzy czyli dominacji nad narodem, która de facto należy do społeczeństwa obywatelskiego, a wiec rzeczywistego suwerena.

Po czwarte, rząd posiada w demokracji oddolnej taki charakter, jaki powinien posiadać, a wiec nie władczy, ale wykonawczy. Do jego żądań należy miedzy innymi sprawne i zgodne z obowiązującym prawem przeprowadzanie referendum i wdrażanie w życie decyzji glosowań ogólnokrajowych (ustaw i zmian Konstytucji).

Po piąte, administracja państwowa traci swoja niekontrolowana i wszechmocna role, której dzisiaj nikt nie jest w stanie zrozumieć. W rekach elektoratu znajduje się instrument (weto obywatelskie), dzięki któremu może (i powinno) dojść do redukcji nadmiernej biurokracji w kraju. Kto (współ)decyduje i płaci podatki, ten wymaga odpowiedniego traktowania w urzędach.

Po szóste, świadomość współrządzenia wywołuje w społeczeństwie pozytywna energie, a to dzięki poczuciu współodpowiedzialności nie tylko za przyszłe losy kraju, ale także za bieżącą politykę. Zjawisko to sprawia, ze dotąd potulna i letargiczna cześć narodu czuje się doceniana, potrzebna i zainteresowana polityka. Rozwija się społeczeństwo w pełni obywatelskie i uczestniczące. Proces politycznej socjalizacji obywateli przybiera pozytywny kierunek. Debaty przedreferendalne są rzeczowe, a nie ideologiczne. Nie może być inaczej, bowiem obywatele głosują we własnym interesie, znając najlepiej swoje problemy i bolączki, a nie w imię partii politycznej. Funkcjonuje to na zasadzie: „ja i tak wiem lepiej, czego potrzebuje”.

Obojętne czy to Szwajcaria, Polska czy jakikolwiek inny kraj, obywatele decydują przy urnie zawsze według następującego schematu:

– głosują „portfelem”, czyli preferują własne, indywidualne korzyści i w zależności od własnego interesu oddają głos za lub przeciw,

– kierują się w glosowaniu sercem, tzn. oddają taki głos, jaki im sugerują ich autorytety: religia, postawa patriotyczna, tradycja, rodzina itd.

– kierują się w glosowaniu tym, co im sugeruje opcja polityczna, z którą sympatyzują.

Po siódme, proces decyzyjny w demokracji oddolnej/komplementarnej jest dłuższy, niż w demokracji parlamentarnej, ale redukowana zostaje ilość „produkowanych” ustaw.

Uchwalone ustawy są filtrowane w ramach całego społeczeństwa/elektoratu. Poza tym Konstytucja odzyskuje swoje wiodące znaczenie, jako prawo praw i obowiązków. Sztuka efektywnego rządzenia polega bowiem na respektowaniu dobrej Konstytucji i uchwalaniu rzeczowych i „ludzkich” ustaw, po ich uprzedniej konsultacji ze społeczeństwem. W procesie rządzenia liczy się przecież jakość i efektywność, a nie ilość i pospiech.

Po ósme, instrumenty demokracji oddolnej uniemożliwiają, albo ograniczają korupcje, afery gospodarcze, nieuczciwe bogacenie się polityków, marnotrawstwo i rozkradanie majątku narodowego oraz podział społeczeństwa na „lepszych” i „gorszych”.

Prof. Mirosław Matyja. Politolog, ekonomista i historyk. Zakład Kultury Politycznej i Badan nad Demokracja na Polskim Uniwersytecie Na Obczyźnie PUNO w Londynie.  Autor książki “Szwajcarska demokracja szansą dla Polski”, wydanej w kwietniu 2018 r. przez Fundację PAFERE.