Czy społeczeństwo obywatelskie jest mitem?

Społeczeństwo obywatelskie w powszechnym rozumieniu tego pojęcia to takie, które jest aktywne, potrafi się zorganizować dla realizacji czy choćby próby realizacji swoich celów. Oczywiście wspólnych celów, czyli tzw. dobra wspólnego. Praktyka życia codziennego wskazuje jednak, że w społeczeństwie dominują raczej różnice interesów, przekonań, wartości. Może nawet, szczególnie w Polsce, łatwiej jest wymienić to, co nas dzieli niż to co nas łączy. Czy taki stan dowodzi, że pojęcie społeczeństwa obywatelskiego jest mitem? Że jest mrzonką, romantycznym ideałem niewartym poświęcenia mu swojego czasu, energii i serca? 
Oczywiście pojawiały się w Polsce wielkie zrywy społeczne, które dawały nadzieję na to, że zbliżamy się do stanu, w którym więcej będzie nas łączyć niż dzielić. Powstania, czas Solidarności, śmierć Papieża. Niestety nie mijało zbyt wiele czasu i np. entuzjazm społeczny okresu lat 80-tych zamienił się w bezpardonową walkę polityczną, i to prowadzoną nie tylko wśród polityków, ale także wśród dopingujących ich „kibiców politycznych”.  Któż to taki? W mojej nomenklaturze to ludzie nazywani często „twardymi elektoratami” partii politycznych, u których nie ma mowy o jakimkolwiek dobru wspólnym z „kibicami” drugiej strony. Używam tu pojęcia „kibic” gdyż nasuwa tu się analogia z postawami kibiców piłkarskich. Nasi są zawsze idealni. Jak nasz zawodnik sfauluje przeciwnika, to dobrze, cel uświęca środki. Jak przeciwnik sfauluje naszego, to jest niebywały skandal. Podstawowym obowiązującym prawem jest tu prawo Kalego. 

Wkrótce po dających nadzieję kilku dniach żałoby po śmierci Papieża rozgorzały na powrót wojny ideologiczne pełne braku tolerancji. Ich masowi uczestnicy zapomnieli o  poszukiwaniu „dobra wspólnego”.

To jak to jest z tym społeczeństwem obywatelskim? Wydaje się, że jeśli mielibyśmy rozumieć to pojęcie jako trwałą cechę np. całego narodu, to jest to mit, stan nie do osiągnięcia. Realne mogą być natomiast działania obywatelskie, które mają swoją wartość jeśli nawet są przejściowe i ograniczone do mniej licznych grup społecznych jak np. działalność różnego rodzaju stowarzyszeń czy lokalnych społeczności. Do tego typu inicjatyw można np. zaliczyć tzw. „organizacje strażnicze” sprawujące kontrolę nad funkcjonowaniem instytucji publicznych, w tym władz samorządowych czy państwowych.

Nie chodzi tu oczywiście o działania mające charakter pieniactwa czy awanturnictwa, które są raczej przeciwieństwem postaw obywatelskich.

Niestety działania obywatelskie to nie to samo co mityczne społeczeństwo obywatelskie. To raczej postawy elitarne. Największą barierą ich powszechności jest to, że nie możemy o nich mówić w przypadku istnienia konfliktu interesów. Trudno bowiem mówić o postawach obywatelskich, jeśli główną czy nawet wyłączną motywacją do nich będą jakieś korzyści materialne czy polityczne. W tym drugim przypadku nie można tu mówić o postawach obywatelskich a o zwykłym partyjniactwie.

Czym się  różni partyjniactwo od pozytywnych postaw obywatelskich? Podstawowa różnica polega na różnym sposobie myślenia. Partyjniactwo z reguły ogranicza się do bycia „przeciw” konkurentom politycznym, a w przypadku opozycji hołdowaniu zasadzie: „im gorzej tym lepiej”. Problem partyjniactwa nie ogranicza się niestety do działalności istniejących partii politycznych. W czasie ostatnich wyborów samorządowych działające w wielu miejscach komitety wyborcze odcinały się od „partyjniactwa”, w praktyce działały jednak jak „mini partie polityczne” dla których głównym celem było jedynie przejęcie władzy. Po wyborach ich aktywność publiczna na rzecz mieszkańców zanikła. Pojawiły się nawet głosy, że działalność na rzecz lokalnej społeczności może być „szkodliwa” gdyż przeciwnicy polityczni mogą się pod nią podpisać i tym trudniej będzie przejąć władzę przy okazji kolejnych wyborów. Z takim sposobem myślenia mamy do czynienia na co dzień wśród „elit” partii politycznych.

Zastanówmy się więc kogo stać na prezentowanie postaw obywatelskich? Bez motywacji politycznych (walka o władzę) czy materialnych? Czy są one wobec powyższego skazane na marginalizację?
Pomimo, że stosunkowo łatwo znaleźć sobie powód, aby nie angażować się w tego typu działania („kto dzisiaj ma czas?”) wiele osób znajduje w takiej działalności sporo satysfakcji. Ci bardzo zaangażowani zawodowo poszerzają grono ciekawych znajomych poza krąg „z wyścigu szczurów”. Ci, którzy mają sporo czasu, gdyż ich sytuacja materialna jest stabilna i nie wymaga już pracy po kilkanaście godzin dziennie mogą z aktywności obywatelskiej stworzyć sobie interesujące i pożyteczne hobby. Osoby nieczynne zawodowo mogą znaleźć w niej poczucie wykorzystania swojego potencjału intelektualnego, umiejętności organizacyjnych oraz dać sobie poczucie własnej wartości.

Oczywiście dla realizacji niektórych działań obywatelskich, typu kontrola władzy niezbędne są odpowiednie kompetencje, najczęściej z zakresu prawa, finansów czy innych dziedzin.  Bez tych umiejętności bardzo łatwo jest się skompromitować i zostać zwykłym pieniaczem. Taka potrzeba może być jednak motywacją do dalszego samokształcenia i w jego wyniku zyskiwania kolejnej satysfakcji.