Durnokracja, czyli o potrzebie obywatelskiej kontroli

144aba6c568fde2fce1a77afef2ebf5c_XL

Daliśmy sobie wmówić, że istotą demokracji są wybory. I mamy wybory, owo „święto demokracji”, gdzie rozmaici kandydaci, odpicowani na potęgę, wdzięczą się do nas z setek bilbordów, przekonują nas do najrozmaitszych bajerów, których wartości nie jesteśmy w stanie ocenić, a potem.. robią co chcą, przez cztery lata – do następnych wyborów. Gorzej, że gdy poszczególne partie „dają” to, czy owo – to „ciemny lud to kupuje” i się cieszy…      

Może wybory są świętem demokracji, ale to kontrola społeczna jest demokracji dniem powszednim. Jeżeli nasza obywatelskość ogranicza się do uczestnictwa w wyborach, gdzie głosujemy na ładnie zrobione twarze i na atrakcyjne hasła, to zachowujemy się, jak durny i bezradny klient, który jest zmuszony do kupowania samochodu na podstawie fotografii prezesa firmy.. A nie ma on możliwości przetestowania samochodu – gorzej: nie dostaje on nawet specyfikacji technicznej.   

Możemy za to – jak się to nam wielokrotnie powtarza – kupić sobie inny samochód, jak się ten, co kupiliśmy zużyje. Nie, nie możemy go zareklamować, nie mamy prawa do żądania napraw. Ale – ciesz się, ciemny ludku – będziemy sobie mogli kupić inny samochód. W następnych wyborach – na podstawie równie „dobrze przemyślanego” wyboru.

Przechodząc do puenty – tym, co Polsce (jak i wszystkim krajom chcącymi być demokratycznym) jest potrzebne, to efektywna kontrola społeczna. Bez efektywnej kontroli społecznej w każdym systemie grupa u władzy ulega wyalienowaniu, wbija się w poczucie wyjątkowości, własnej nieomylności i w przekonanie, że „ponieważ robimy tak wiele dla społeczeństwa, to nam się dużo należy”. Takiej patologii uległa kasta kapłanów chrześcijańskich: powstała biurokracja kościelna zawłaszczyła tam –dziesięcinę, która była pierwotnie datkiem na biednych. Podobnie zawłaszczona i splugawiona przez biurokrację partyjną została piękna w swych założeniach idea sprawiedliwości społecznej, która zrodziła rządy tyranów i morderców opływających we wszelkie dobra, a wycierających sobie gęby szlachetnymi hasłami…

Czy wyjściem jest całkowity indywidualizm, brak więzi społecznych? Nie, przecież jesteśmy jednocześnie

a) indywidualnościami szukającymi przestrzeni dla wyrażenia swojej osobowości i pragnącymi zapewnić przetrwanie swoim genom, jak i

b) członkami społeczności, którym ta społeczność jest niezbędna do funkcjonowania…

Społeczności, potrafiące zadbać o swoich członków, wykazują ogromną siłę przetrwania.. Takim pięknym przykładem może być spółdzielnia żupników (tych z Wieliczki), o której pisał Stefan Bratkowski w jednej ze swych książek. Zapewniała ona swoim członkom opiekę na wypadek choroby, zabezpieczenie na starość i finansowanie wykształcenia dzieci (nawet uniwersyteckie!). Sekretem spójności spółdzielni, która przetrwała sześćset lat, a zniszczyło dopiero wchłonięcie przez komunistycznego molocha było to, że przywódcy cechu „rozliczali się przed kamratami z każdego grosza”.

Jak szybko patologizuje się grupa wyposażona w niekontrolowaną władzę, pokazał wyraziście słynny eksperyment Filipa Zimbardo zrealizowany na Uniwersytecie Stanforda.. (W eksperymencie tym, gdzie normalnych, zdrowych psychicznie amerykańskich studentów podzielono na dwie grupy w symulowanym więzieniu: na „strażników” i „więźniów”. Zatrważająco szybko doszło do przypadków znęcania się nad „więźniami”, eksperyment więc przerwano. Pokazał on jednak dobitnie, jak źle zaprojektowany system może wyzwalać w ludziach najgorsze instynkty. Do podobnych wniosków – że to system jest przede wszystkim odpowiedzialny za ludzkie zachowania – doszedł w zupełnie innym kontekście Edward W. Deming, „ojciec chrzestny” japońskiego cudu gospodarczego).

A o tym, jak przetrwała po uprzednim systemie biurokracja szybko zaczęła korumpować post-solidarnościową klasę polityczną niezwykle konkretnie kiedyś pisał w Gazecie Wyborczej profesor Tadeusz Tyszka. Na przykład o tym, że ofiarowano mu bezpłatne przyznanie mieszkania – „jak Panu niepotrzebne, to może się przyda dla syna”? Podobnie, choć w bardzo różny sposób zaczęła szybko obrastać w przywileje i korzyści cała nowa, „styropianowa elita” czasem porozumieniu z, czasem w konkurencji do startych „układów” .

Co można, co trzeba zrobić?

Nie łudźmy się, bez presji społecznej, bez szeroko pojętej edukacji wyborców, bez upowszechniania rozumienia całokształtu spraw zarządzania gospodarką i machiną państwową będziemy na wieki skazani na durnokrację, na wybierania „mniejszego zła”, na wybór między tymi co „tylko” trwonią majątek społeczny, „ustawiają” siebie i kolesiów a tymi, co chcą „wziąć wszystko za mordę” rządzić przy pomocy populizmu i haseł narodowo-socjalistycznych.

Bez takiej kontroli i presji społecznej rządzący i partyjno-kolesiowska biurokracja może sobie pozwolić na ignorowanie dowolnych sygnałów, i na bezczelne mydlenie oczu „durnemu ludowi”. Potrzebne są działania w dwóch płaszczyznach:

1. Internetowej – przez stworzenie platformy działającej podobnie jak „Wikipedia”, a zorganizowanej w dwóch liniach – branżowej i terytorialnej. We wszystkich grupach dyskutowalibyśmy o:

• konkretnych barierach blokujących rozwój branży, regionu czy problemach miasta

• najlepszych rozwiązaniach z całego świata, pokazujących, jak można projektować system ekonomiczno-społeczny w danym obszarze

• decyzjach rządzących czy projektowanych ustawach Wszystko to znajdowało by swoje miejsce w mediach społecznościowych, zwiększając wpływ działań.

2. Realnej we współpracy z uczelniami, organizowalibyśmy spotkania pod hasłem „O lepszą/lepsze <….> ” przedstawiciele przedsiębiorców i managerów przedstawiali by najlepsze rozwiązania z całego świata.

Takie debaty – tak wirtualne, jak i realizowane w realu – przyczynić się powinny zarówno do pogłębiania naszego rozumienia całej rzeczywistości, jak i upowszechniania tej wiedzy „w masach”.

Aby o przyszłości nie decydował już „durny lud”, ale świadomy wyborca.

Autor: Dr Paweł J. Dąbrowski


2 komentarze

  1. Autor słusznie stwierdza, że „…. Bez efektywnej kontroli społecznej w każdym sya organizacja stemie grupa u władzy ulega wyalienowaniu, wbija się w poczucie wyjątkowości, własnej nieomylności i w przekonanie, że „ponieważ robimy tak wiele dla społeczeństwa, to nam się dużo należy”.
    Proponowany sposób radzenia sobie z tym jest do przyjęcia, ale efekt takiego działania może przyjść dopiero za pokolenie. Nie powinniśmy tak długo czekać. Działanie trzeba przyspieszyć. Powinna powstać organizacja polityczna z programem upodmiotowienia obywateli. Ta organizacja powinna wykazywać patologię władzy, która nie podlega bieżącej kontroli obywatelskiej. Na przywódcę takiej organizacji powinno się znaleźć kogoś znanego, medialnego, wygadanego, obeznanego z kamerą, mądrego i przekonanego do potrzeby zmiany demokracji przedstawicielskiej na demokrację obywatelską. Jednocześnie statut takiej organizacji nie powinien pozwolić na urwanie się przywódcy od członków.

    Odpowiedz
    • Zgadzam się z jedną ważną uwagą. Potrzebna jest nie jedna, a wiele takich organizacji. I oczywiście osób prywatnych, które wśród swoich bliższych i dalszych znajomych będą promowały rozwiązania pro-obywatelskie. Rozwiązania, które będą wspierały udział ogółu obywateli w sprawowaniu władzy pomiędzy wyborami, jej społeczną kontrolę. Choćby z wykorzystaniem znanych na świecie (z zaadoptowanych do warunków polskich) rozwiązań typu weto ludowe czy inicjatywa obywatelska.

      Odpowiedz

Przeœlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

xxxx *